kłębek czegoś 2011-11-02 08:22:39

Przez chwilę pozbierałam się, nie wiem czy sama z siebie czy przez różne smutności wokół. Trochę żyłam zmianą, któa przede mną. Teraz też nią żyję, ale chyba zaczynam się bać i to takie banie wielokierunkowe. Jeszcze nie panika, ale strach. Pozbieranie diabli wzięli przez spojrzenie w lustro i szczere dopuszczenie do głowy małej, ale bolesnej prawdy.  Kiedyś myślałąm, że najtrudnej jest odpowiedzieć na pytnaie naprawdę czego chcemy i co jest najważniejsze. Teraz okazuje się, że znalezienie odpowiedzi na takie pytania może być totalnie destrukcyjne.

skomentuj (1)

żeby nie oszaleć 2011-08-14 20:16:23

Nie podejrzewałam, że będę miała ochotę wrócić tu na dłużej, ale wydaje mi się, że to nieuniknione żeby nie oszaleć, żeby gdzieś zrobić wentyl bezpieczeństwa. Jestem małym zagubionym kłębkiem wszystkiego dziwnego. Rzygam emocjami. Jestem pozornym mistrzem w ukrywaniu stanów ducha i duszy.  Wszystko o czymś kiedyś pisałam... i o zmierzwionym prześcieradle i o paznokniach w skórę i o astrach ...wszystko ...jest aktualne chociaż całkiem inaczej. Boli mnie skóra i dusza. Chciałabym uciec sama od siebie. Albo upadnę i się podniosę albo...

skomentuj (1)

niezmiennie 2011-05-22 10:55:50

Trudno pogodzić się z tym co ostatnio dzieje się koło mnie.
Trudno pogodzić się z nieuchronnością losu i odejściem.
Niezmienie czuję jej obecność
Niezmienie nie zamykam drzwi do łazienki
Niezmiennie ukratkiem połykam łzę patrząc na saszetki na blacie kuchennym
Niezmiennie czuję jej ciepło obok mnie na poduszce
Niezmiennie słyszę stukot jej pazurków na podłodze
Niezmiennie widzę ją w słońcu na balkonie
Niezmiennie
zostanie jako najpiękniesze wspomnienie Nika
Najkochańszy kot na świecie, bezapelacyjnie!

skomentuj (1)

na pograniczu życia i śmierci 2011-05-02 18:15:08

Coraz trudniej pisać, bo szczerość którą mam w sobie nie jest przeznaczona dla ludzi, któych nie znam. Mogę przemykać się po wierzchołku emocji i wydarzeń, ale chyba nie mam na to ani siły ani ochoty. Chciałabym napisać o tym co w głowie i duszy gra z taką szczerością do granicy bólu, może kiedyś, ale na pewno nie tutaj.

Ostatnio dużo myślę o równowadze w przyrodzie i przenikaniu się życia i śmierci. Ostatnio często niebezpiecznie blisko mogę tego doświadczać, boję się, że może stać się to bliżej niż mogłabym znieść.

Wydoroślałam, choć może głupio to brzmi w ustach kobiety w moim wieku.

I znowu mam w głowie emocje...różne...odkładam więc to pisanie.



skomentuj (0)

smutno 2011-01-21 12:46:16

Czuję się jakby ktoś wypróbował na mnie nowy model odkurzacza i pod tym pretekstem wyssał ze mnie wszystko; rozum, uczucia, nadzieję, radość.

skomentuj (1)

jednak podsumowanie 2010-12-31 11:22:19

Kończy się najdziwniejszy rok w moim życiu. Tak właśnie nie najgorszy, nie najlepszy tylko najdziwniejszy. Mam w tym roku ochotę na podsumowania i na spojrzenie różnym sprawom prosto w oczy. To był na pewno trudny rok, bardzo wzruszający rok, szalony rok i inny od wszystkich. Wiem, że ten kolejny może być bardzo różny i trochę się boję. Teraz siedzę i kończę zaległe sprawy, też te które skrupulatnie odkladałam na potem. Pewnie nie ze wszysytkim zdążę, ale postaram się. Wiem, że to może być najlepszy lub najgorszy rok w moim życiu i dużo będzie zależało ode mnie samej. Więc zamierzam brać tego byka za rogi.

 

skomentuj (0)

skrajnie 2010-12-03 20:29:47

Mało ważne, ale przemknęło mi przez głowę, że usiadłam do bloga 7 lat temu. To dziwne, bo pamiętam tamten dzień, pamiętam myśli, atmosferę, mętlik w głowie. Od tamtej pory zmieniło się tak wiele, że jakby ktoś zrobił z tego książkę to czytając można byłoby porzygać się z ilości nieprawdopodobieństw, banałów, komunałów i innych cudów.

Pestka nadal jest we mnie, dojrzalsza i mam nadzieję, że bardziej smakowita.

Boję się. Nie umiałabym się tak bać o siebie. Boję się, nawet boję się o tym baniu myśleć a co dopiero pisać. Chciałabym móc powiedzieć za tydzień czy dwa, że to był strach o wielkich oczach. Bardzo chcę.


Ostatnich x miesięcy tyle przyniosło we wszystkich skrawkach Chciałabym o tym kiedyś napisać.



skomentuj (1)

karkołomne 2010-10-28 20:55:49

Stało się tak wiele rzeczy i sprawy tak pokrętnie sie poukładały, że samo myślenie o tym jest karkołomne. Pisać nie ma sensu. Dzisiaj dwudziestominutowe zagapienie w okno za którym jest taka jesień jaką lubię najbardziej.

skomentuj (0)

oddycham 2010-08-10 08:39:07

Milczę, bo mam kocioł i wewnątrz siebie i na zewnątrz. Mówiąc szczerze szukam miejsca na ziemi pod lekką presją. Ale cały czas żyję i oddycham.

skomentuj (2)

Nowe 2010-05-24 22:07:55

Odejście z firmy mialo miłe akcenty; spotknia towarzyskie, prezenty, trochę wzruszeń, miłe słowa. Na biurku zdjęcie ekipy na pamiątkę. Potem pytanie czy będzie pusto, ile razy zadzwonię, przyjdę, kto nie będzie mógł beze mnie żyć. Dlugo do tego w sumie mogłam się przygotować więc nie doznałam szoku, że po tylu latach nic z tego nie miało miejsca, to o co walczyłam i z czym sie identyfikowałam częściowo przejęli inni, częściowo zakopane. Raczej dwa niezależne spostrzeżenia, że jestem świat poza tą firmą i że w nowej branży nie będzie łatwo.

Wszystko jest trochę inne niż mogłam przypuszczać, ale jest światełko w tunelu. Wiem, że muszę być cierpliwa. Jednak zakładam własną firmę. Muszę być cierpliwa, muszę nie popaść w panikę. Gdyby to wszystko zdarzyło się rok temu pewnie być histeryzowała i nie bardzo mogę sobie siebie wyobrazić w tej sytuacji rok temu. Ten rok, to co robiłam poza pracą,ludzie z którymi jestem, dalo mi to ogromną siłę, choć jeszcze kawał drogi przede mną.
Jeszcze parę spraw do uporządkowania na gruncie prywatno-przyjacielskim, które gniotą.

 POrzędek w głowie i duszy, reszta będzie sieukłądać - taki mam plan. W środę gonitwa po urzędach. A dzisiaj??? Imieniny z żubrówką w dłoni i pracowicie, ale miło.

Poza tym coraz mniej osób tu zagląda, sama nie wiem czyjest sens dalej pisać, może pora zacząć od nowa? może dać spokój? Temat do przemyślenia :-). 

Tagi: praca, nowe, przyjaciel, odejście, inicjacja

skomentuj (3)

Nowe 2010-05-24 22:06:38

Odejście z firmy mialo miłe akcenty; spotknia towarzyskie, prezenty, trochę wzruszeń, miłe słowa. Na biurku zdjęcie ekipy na pamiątkę. Potem pytanie czy będzie pusto, ile razy zadzwonię, przyjdę, kto nie będzie mógł beze mnie żyć. Dlugo do tego w sumie mogłam się przygotować więc nie doznałam szoku, że po tylu latach nic z tego nie miało miejsca, to o co walczyłam i z czym sie identyfikowałam częściowo przejęli inni, częściowo zakopane. Raczej dwa niezależne spostrzeżenia, że jestem świat poza tą firmą i że w nowej branży nie będzie łatwo.

Wszystko jest trochę inne niż mogłam przypuszczać, ale jest światełko w tunelu. Wiem, że muszę być cierpliwa. Jednak zakładam własną firmę. Muszę być cierpliwa, muszę nie popaść w panikę. Gdyby to wszystko zdarzyło się rok temu pewnie być histeryzowała i nie bardzo mogę sobie siebie wyobrazić w tej sytuacji rok temu. Ten rok, to co robiłam poza pracą,ludzie z którymi jestem, dalo mi to ogromną siłę, choć jeszcze kawał drogi przede mną.
Jeszcze parę spraw do uporządkowania na gruncie prywatno-przyjacielskim, które gniotą.

 POrzędek w głowie i duszy, reszta będzie sieukłądać - taki mam plan. W środę gonitwa po urzędach. A dzisiaj??? Imieniny z żubrówką w dłoni i pracowicie, ale miło.

Poza tym coraz mniej osób tu zagląda, sama nie wiem czyjest sens dalej pisać, może pora zacząć od nowa? może dać spokój? Temat do przemyślenia :-). 

skomentuj (0)

plan, spokój, nadzieja 2010-04-11 22:23:37

Jutro już nie idę do pracy - urlop, a po nim jeszcze pójdę tylko raz, ostatni raz i koniec, finisz 10 lat. Jeszcze wódka ze znajomymi i pracownikami i pożegnalnych trochę słów. Przede mną więcej niż nieznane. To co pewne okazało się całkiem niepewne, to co dogadane palcem na wodzie pisane... więc postanowiłam postawić na zupełnie inny scenariusz. Pewnie za kilka miesięcy napiszę czy się udało. Teraz dodatkowo dużo emocji w innych sprawach też ważnych, a może ważnych przede wszystkim.
Potrzebuję planu, potrzebuję spokoju, potrzebuję fury nadziei, że się da i uda. 

skomentuj (0)

Kłopoty? E tam... :-) 2010-03-07 19:45:25

Minął kolejny miesiąc. Centymetr odmierzający koniec romansu z moją pracą po n-latach skraca się nieublagalnie. Jestem jednak psychicznie zmęczona i odbiło się to na ciałku. Muszę do siebie dojść, powoli, ale systematycznie. Przez chwilę przestraszyłam się, że jest ze mną naprawdę źle, teraz myślę, że będzie jednak dobrze. Dużo mam na głowie. Pomysł na siebie też nieco się komplikuje, ale caly czas wierzę, że w ciagu tygodnia podjemę jakąś decyzję. Kłamałabym jakbym powiedziała, że się nie boję. Kurczę jak mi  brakuje wiosny i słońca prozaicznie.

 

skomentuj (2)

Toczy się 2010-01-31 17:18:47

Wszystko toczy się raz zadaym ruchem. Wypowiedzenie się toczy przede wszystkim. Rozmowy na ten temat codziennie ktoś próbuje ze mną prowadzić i przekonać, że źle robię, że będzie mi ciężko, że takie tam...zła taktyka przekonywaczy. Dziwnie się czuję ze świadomością, że każdy dzień zbliża mnie do tej chwili, różne emocje.
Kolejny koncert za nami, tym razem bardzo go przeżyłam i jakoś uśczęśliwił mnie wewnętrznie i trochę wzmocnił. Ale to już było i teraz trzeba na nowo szukać, prosić, organizować. Po prostu do roboty!

W perspektywie jakaś impreza karawałowa w fajnym gronie.

W perspektyie wiele perspektyw chciałoby się rzec :-).

skomentuj (1)

decyzja...i ...go 2010-01-11 19:07:18

Zmiany w poniedziałek są inne niż te robione w piątek. W weekend goście i włoskie jedzenie, chyba jednak mam włoską krew w sobie. Dzisiaj zaczęłam dzień jakby nigdy nic a o 14.30 jakby nigdy nic napisałam magiczne dwa zdania i złożyłam gdzie trzeba. W ten sposób kończę wieloletni romans z moją pracą, pracą w której zarabiam, mam stanowisko, mam zespół, mam... jest trochę tych elemencików, które mam, a jednak decyzja jest nieodwołalna i jest mi i ciężko i lekko, i dorze i smutno.  Pora zacząć nowy rozdział. Jutro trudny dzień bo trzeba powiedzieć o tym pracownikom i zmotywować żeby chcialo im się dalej chcieć. Za dużo emocji żeby spojrzeć na razie na to z boku.

skomentuj (0)

zmiany 2009-12-28 22:37:33

Zmiany coraz bliżej, tak sie głupio składa, że naklada się na to przełom roku. Przede mną co najmniej kilka decyzji do podjęcia, decyzji o niebanalnej wadze i znaczeniu dla następnych miesięcy a  może lat. Muszę dobrze podjąć decyzje, odważnie, ale i rozważnie. Muszę stanąć przed lustrem i powiedzieć co jest najważniejsze i co jest priorytetem i ile mogę poświecić czemu. Ciekawe tygodnie. Muszę przygotować się psychicznie do rozmów i decyzji. Dla rozluźnienia pierwszy raz od dawna postanowiliśmy iść na Sylwestra. Nie lubię Sylwestrów, nie lubię spędów, boję się czy jestem w stanie oddać się chwili, ale czuję, że z drugiej strony potrzebuję kilku godzin przetańczonych na lekkim wspomaganiu. Potem pracowity czas, bo z wielu rzeczy nie zamierzam rezygnować. Mam też postanowienia noworoczne, niezbyt wyrafinowane, ale jednak.  

skomentuj (1)

galimatias 2009-12-25 13:21:03

Dziwnie się czuję. Ot co. W głowie jakiś galimatias, w środku kwas solny, myśli szaro-bure. Myślałam, że lepiej siebie znam. Nie wiem jak z tym sobie poradzić. Czuję się jakbym wyszła ze skóry, opuściła ziemię i patrzyła na to co się dzieje z innej rzeczywistości. Trzeba zmobilizować się żeby świat nie zauważył, bo i po co.
 
A choinka jest piękna. Więc niech będzie pięknie chociaż na zewnątrz.

skomentuj (0)

emocje 2009-12-20 17:28:25

Gdyby to co dzieje się wokół mnie działo się 10 lat temu to pewnie z emocji, napięć, szczęść i nieszczęść strzeliłabym sobie w łeb. Dzisiaj wystarcza mi wanna gorącej wody, mnóstwo piany i morze łez. Po godzinie jest lepiej, chociaż nie znaczy to, że było źle czy nie było dobrze. Wiem, brzmi jakbym bredziła sama przed sobą próbuję to zrozumieć i nie jest łatwo.

Wiem, że muszę zmienić pracę, bo:
a. straciłam do niej pasję
b. straciłam ochotę na na ciągłe uchylanie się od prób wbicia noża w plecy
c. nie potrafię i nie chcę pracować z ludźmi, którzy mnie nie szanują i ja już do nich szacunku nie mogę wykrzesać żadnym sposobem
d. bardziej martwi mnie, że muszę tam iść niż, że jeśli nie pójdę nie będę miała na ratę, na chleb, etc.

Nikt w moje odejście nie wierzy, ja już wierzę :-).

Wiem, że podjęłm najlepszą decyzję decydując się na pomoc S. Wszystko to co zadziało się dzięki temu jest jak ..nie, nie mam słowa na określenie.  Często wcale nie jest różowo, ale w ogóle jest pięknie. A piątkowy wieczór wigilijny to była emocjonalna bomba. 

Między tymi chwilami jeszcze inne chwile, ale o tym może kiedyś, a teraz pora na choinkę i tyle :-).




skomentuj (0)

... 2009-12-06 23:39:06

Cokolwiek bym nie napisała nie będzie nawet okruchem tego co się dzieje na zewnątrz, wokół, wewnątrz.  Jeszcze nie czas.

skomentuj (0)

Rozdział, nowy rozdział :-) 2009-10-31 08:56:08

Większość ważnych rzeczy dzieje się jesienią. Tak się to plecie, widocznie tak musi być. Koncert odbył się i można byłby o nim napisać spokojnie książkę. Było bardzo dużo pracy, bardzo mało snu, adrenalina, niespodzianki, wtopki i dużo serca. I nowi znajomi, różni znajomi. Ostatnio poznawałam mało ludzi, na dźwięk telefonu dostawałam alergii. Nagle, w ciągu tygodnia, wszystko stanęło na głowie. Eventy, spotkania, dziesiątki ludzi z którymi trzeba pogadać, wolontariusze, telefony do i od obcych ludzi w środku nocy, 40 godzin na nogach. Zbyt dużo zmęczenie, żeby się cieszyć. Radość i coś czego nie umiem zdefiniować dociera za kilka dni. I dociera refleksja, że czas zacząć nowy rozdział. Kłamałabym mówąc, że sie nie boję, ale jest też taki rodzaj ekscytacji. Na razie trzeba przygotować wszystko w głowie i nie tylko. Żadnych gwałtownych ruchów :-). 

skomentuj (0)

FUNDACJA 2009-09-18 07:43:19

Żeby napisać kilka słów wstałam o godzinie, której nie ma na zagarku. Inne godziny zrobiły się zbyt cenne. Mam tyle nowych doznań i bodźców, że trudno będzie mi o tym nawet napisać.
W pracy sprawy się "wyklarowały" jeśli tak głupkowato można to nazwać. Ten, któremu się chciało dla zasady, który się znał, umiał i mądrze zarządzał i na którego mżna było liczyć i odporny był na wpływy, układy i inne duperele defiitywnie został "odsunięty od władzy". W sumie straszanie szkoda mi, że chociaż przez jakiś czas nie będziemy razem pracować, ale w generalnym rozrachunku myślę, że dla niego to dobrze się stało. Straciłam serce do tej pracy w takiej konfiguracji.  Wypaliłam się i zabrakło mi pozytywnych wibracji. Jestem otwarta na zmianę.

Działalność charytatywna pozwoliła przeżyć marazm i to co wydarzyło się w pracy.  Najtrudniejsza działalność pod słońcem. Jakaś nieprawdopodobna ilość doznań wszelkich; rozczarowań, załamań, odmów wszystkiego, pogardy od czasu do czasu ze trony innych. I wór doznań cudownych; zapału, wiary, przypływu siły nieludzkiej i kilka fantastycznych reakcji ludzi, na które nie liczyłam. Byłam dobrze przygotowyana przez kolegę co mnie psychicznie czeka. Oczywiście w połowę nie mogłam uwierzyć, najbardzie, że nie na wszytkich bliskich bedę mogła liczyć. Powiem, że łagodnie to ujął i rzeczywistość okazała się zdecydowanie bardziej brutalna i kościasta, ale już jest dobrze, już trochę w sobie to przetrawiłam.

W tym co robimy właśnie porwaliśmy się na słońce i to bez filtrów do opalania :-). Musi się udać. Na początek wszystko pod górkę. Przy pięćdziesiątej dużej firmie, która mówi "sorry, nie mamy ochoty w to wchodzić" lekki stres. Potem refleksja, że musi się udać, bo nie robimy tego dla siebie tylko dla innych, a do tego nikt z nas nie weźmie z tego złotówki. Artyści śpiewajacy też nie, oni zachowali się genialnie, choć tego obawiałam się bardzo. Małe firmy staraja się pomóc, choć dla nich to zadyszka finansowa. Wielkie nie są zainteresowane, choć to impreza na skalę, jak na imprezę pod dachem, ogromną. Do tego kuriozum; nie ma chętnych do wsparcia nas w zamian za wyłączność np. na stosiska żarełkowo-piciowe. Ktoś mógły robić za filantropa tak naprawdę jeszcze na tym zarabiając i d.. na razie dziwię się.

Do imprezy coraz mniej czasu. Rzeczy do zrobienia coraz wiecej. W kilka osób robimy to co robi się w kilkadziesiąt. Uda się, jestem tego pewna, bo serce pękło by mi jakby ktoś podłożył nam nogę teraz na paredziisat metrów przed finałem. 

Właściwie zrobiłam się monotematyczna, bo czas goni więc przez następny miesiac tematem nr 1, 2, 3 etc. jest nasza impreza :-).

skomentuj (0)

Wszystko próbuje toczyć sie dalej... 2009-08-10 22:23:33

Doba jakoś ma zbyt mało godzin. W pracy jakaś dziwaczna mieszanina marazmu, nerwowości, skarajnej głupoty i braku odpowiedzialnosci za decyzje lub ich brak i odrobina nawet miłych towarzyskich relacji. Wszyscy czekają na następcę J. Próbujemy pracować tak jakby nic się nie stało, choć to w moim przypadku całkowicie niemożliwe. Pracuję, robię swoje i szukam pomyslu na siebie dalej. Cały czas nie widzę się w tej instytucji.

Moja działalność pozozawodowa, która niesie sens co daje poczucie czegoś pozytywnego,  jest trudniejsza niż mogłam się spodziewać. Nie wiem czy jest we mnie tyle determinacji i przedsiębiorczości i uporu żeby sprostać. Jednak próbuję. Najbliższe tygodnie będą poligonem pod tym względem.

Dookoło dzieją się rzeczy wielkie i małe, a pomiędzy smutne elementy przemijania. Umieranie dotyka naszą rodzinę co jakiś czas. Jak wszystkie rodziny, zawsze jednak trudno się z nią oswoić i pogodzić.

Zaraz obok narodziny albo urodziny, wszystko się przeplata. Zadzwoniłam kilka dni temu do M. z życzeniami, chyba od 10 lat tego nie robiłam. Życzyłam prosto z siebie. Na koniec skwitowałam, że robię się chyba sentymentalna, na co M. stwierdził, że zawsze byłam, co wywołało uśmiech. Strasznie dawno nas nie odwiedzał, bo wszędobylska praca. Lubię spotkania z nim nawet takie raz w roku, bo gada nam sie zawsze wyśmienicie. Jejku, znamy się już 30 lat :-).


skomentuj (2)

No i stało się 2009-07-30 14:44:44

No i stało się. Polityka wzięła górę w instytucji, czyjeś pomysły przewróciły do góry nogami to co pieczołowicie budowaliśmy z pasją, poświęceniem i głową oraz w trosce. Już nie ma kogoś dla kogo chciało mi się chcieć. Część ludzi zaciera ręce, bo w końcu będą mogli robić nic, część otwarcie mówi, że nie zna się, nie rozumie i generalnie ma to trochę gdzieś. Nie mam siły, smutno potwornie, że duże sprawy i projekty, o które tak walczyliśmy mają ogormą szansę wylądowac w szufladzie lub śmietniku. Demony uśmiechają sie po kątach. Jestem zmęczona, pora spróbować może robic coś co przyniesie efekt, sens i coś jeszcze.

Jutro dzień urlopu, na załatwienie spraw w rodzinnym mieście i może wypicie wina z przyjaciółmi i na pewno jakiś spacer.

A z rzeczy ważnych zachęcam do zajrzenia na stornę w moich linkach w kategorii "bardzo ważne strony dla mnie" :-)


skomentuj (3)

Dylemat 2009-06-29 17:29:42

Jeśli nie wydarzy się coś nadzwyczajnego za 3 dni zacznę urlop. Inny niż dotychczasowe, bo jestem niewspółmiernie zmęczona, ale zmęczona paskudnie nawet nie samą pracą, której jest potwornie dużo, ale tym czymś co paskudnie mnie oblepia od środka. Myślę od wielu miesięcy co tu zrobić i sprzeczności mną targają. Najłatwiej, wbrew pozorom, byłoby podziękować i pójść wbrew kryzysowi zamykając za sobą drzwi. Najtrudniej walczyć o normalność i mądre decyzje, bo przecież mam poczucie, że jeśli odpuszczę ja to może komuś po mnie nie chcieć się i może mieć w dupie czym to skutkuje. Im lepszy moralny kręgosłup tym bardziej moralnie dostaję po dupsku. Jednak cały czas są ludzie dla których chce mi się. Ale coraz częściej mam poczucie, że żeby nie oszaleć bardzo muszę zrobić coś co ma sens samo w sobie i jakiś ład i logikę.  Dylemat. Po raz kolejny, choć pierwszy raz na taka skalę, czuję też próbę manewrowania mną przez kogoś wyżej. Myślę co z tym fantem dalej zrobić.

Po przedostatniej imprezie towarzyskiej nabrałam na sekundę wiatru w żagle. Wystarczyło na bardzo krótko, ale potem całkiem mimochodem i nieprzewidziane jeszcze jedno spotkanie w gornie nieco bardziej kameralnym i tym razem nabrałam powietrza na zapas. Wszystkie troski i zmarszczki wygładziły się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Do czwartej rano przetańczona i przegadana noc i poczucie totalnego spokoju, szczęścia i bezpieczeństwa. Zdjęcie nad biurkiem pozwala nabrać siły. Teraz pewnie dopiero jesienią takie spotkanie.

Szajba roślinna trwa. Przestrzeń balkonu w sposób cudowny rośnie wzbogacona kolejnymi roślinami. Lekka panika na widok mszyc opanowana. Mały ogrodnik walczy z różami, hortensjami, fuksjami, begoniami, komarzycami, trzmielinami, tytoniem, bratkami, bluszczami i bóg raczy wiedzieć czym jeszcze. Szczyt spokoju patrzeć na to jak wszystko rośnie, wije sie i pachnie z kotem na kolanach i camparii w szklaneczce z poczuciem, że dwa kroki obok jest jeszcze ktoś.

Powinnam załatwić urzędowy węzeł. Nie załatwiam, bo zawsze myślę najpierw o innych. Zapas cierpliwości skończył mi się właściwie już dawno. Poważne rozmowy i próby potrząśnięcia opornym egzemplarzem spełzają na niczym. Po wakacjach zacznę rozwiązywać supeł bez względu na niezadowolenie i panikę innych. Trudno.

I tak mogłabym długo.... :-)

skomentuj (2)

sobotnia noc 2009-05-05 23:08:07

W ostatnioą sobotę byliśmy na imprezie, dużej imprezie. W ogóle nie miałam na nią ochoty. Czułam się niespecjalnie bardzo, nie znałam ludzi, po prostu kłębek pełny obaw był we mnie. Prysnęły bardzo szybko. Osiem fantastycznych godzin. Dawno nie uśmiechałam się tak całą sobą. Już nie pamiętam kiedy tyle godzin przetańczyłam. Długie rozmowy. Potrzebowałam tego w zupełnie niewyobrażalny sposób.
Energii jednak wystarczyło mi na dwa dni. W pracy więcej niż piekiełko. Dam radę
:-).

skomentuj (3)

w końcu 2009-03-06 18:03:09

Ciągle obiecywałam sobie, że usiądę i napiszę i ciągle było coś. Część z tych "cosiów" na tyle fajnych, że nie chciało mi się marnować czasu, którego ciągle zbyt mało, część nie do opisania w tym miesjcu i tak jakoś czas uciekał, a liter nie przybywało. Teraz po 10 latach bycia ponad chorobami i zwolnieniami dopadło mnie. Dopadło całkowicie i złamało i wzięłam dzielnie 3 dni zwolnienia, ale zrobią się z tego chyba jeszcze trzy. Będzie czas na nadrobienie tego pisania, bo na jeden raz się nie da po prostu. Skończyłam na tym, że były wakacje (dziwnie to brzmi, bo juz araz będą następne), ale to fakt były i to nawet dwukrotne. Nastawione na totalny brak ludzi, rozrywek i tak zwanych atrakcji. Były dzikie knieje i ostępy i zwierzątka większe i mniejsze i rośliny rozmaite i zapachy, smaki takie, które do tej pory siedzą w głowie.
Potem było dużo pracy, dużo za dużo i coraz więcej. A w pracy zmiany i przemiany, restrukturyzacje, reorganizacje, rererere. Z nadzieją, że Ci którym się nie chce zachce się, a jak nie to pójdą w czorty. Z nadzieją, że coś się da zrobić co ma sens i perspektywę. Z nadzieją i cholernymi obawami jak to będzie i czy podołam. Jestem twardym egzemplarzem, a może nie tyle twardym co w stanie wojny i zawiruchy dzielnym, nawet bardziej niż myślałam. Cena... okazała się bardzo duża, nieprzypuszczałam, że aż taka wysoka będzie, ale w przodzie nie tyle był cel co autor tych celów i najmądrzejszy szef, dla którego już nie raz nie dwa w paseczki drobne dałabym się pokroić, bo warto. Tym razem chyba jego też przygniotło, bo..no tak to nie miejsce. 

Własny kąt coraz bardziej własny i powoli nabiera kształtów, choć długa droga.
 Muszę robić coś żeby nie oszaleć więc piszę książkę kucharską :-).

skomentuj (6)

ups 2008-12-25 20:32:19

Tak po prostu ups... minęło prawie pół roku od ostatniego wpisu. Wszystko wokół nabrało takiego tempa, że te chwile, które pozostay dla mnie były tak cenne, że nie chciałam ich uronić. Myślę, że pora wrółcić :-).

skomentuj (2)

Było jak w niebie 2008-07-08 15:53:07

To były nadzwyczajne wakacje, choc tylko 300 km od domu. Miały w sobię magie prawedziwych wakacji i czegoś trudnego do okreslenia. Było mi tak dobrze, że chcę powtórki :-):


zdjęcia wkrótce

skomentuj (1)

Oswojony? 2008-06-17 23:01:47

Nawet nie chce mi się powtarzac, że na nic nie ma czasu. Nie ma, tak bardzo, że aż mdli. Jeszcze 3 dni i wytęskniony urlop. Jestem bardzo zmęczona, bardziej zdecydowanie psychicznie, choć fizycznie też dostałam ostatnio w kość. Z pozytywów to w tym potwornym zapętleniu i zagonieniu w pracy kolega, z którym pracuję od jakiegoś czasu, przeszedł kilka prób ogniowych i może do końca nie jest jeszcze odporny na stres i głupotę ludzką, ale jest rzetelny i mam nioedparte wrażenie, że mogę mu zaufać. Mam nadzieję, że to wrażenie przekuwać będzie się w pewność. Staram mu się pomóc ile mogę, choć nie ma na to tyle czasu ile być powinno tylko jakieś okruchy czasu, w każdym razie na razie przez lewe ramię pluję, ale z nadzieją, że współpraca będzie sobie układać się twórczo.

Z innej beczki....
Szłam sobie kilka dni temu jakgdyby nigdy nic spacerkiem do domu i naszła mnie refleksa na temat oswajania przestrzeni, pomyślałam, że zaczęłam czuć się tu gdzie żyję znajomo i domowo. Nie ma tu co żadnej filozofi i dużych słów używać, ot po prostu takie malutkie okruchy z życia:
Pani ze sklepu spożywczego powiedziała, że nie pamięta ceny czegoś tam więc zapłacę kiedyś -przy okazji,
Pan z warzywniaka z uśmiechem opowiada jak obiera w domu ziemniaki, bo żona o pazury dba,
Pani z ryneczku odradza coś, bo to takie sobie, ale ma coś pysznego o tu specjalnie,
Sąsiad kłania się z daleka,
Kaczki w stawie już jakieś swoje,
Górka w parku też oswojona wieczornymi spacerami,
Pani kelnerka w włoskiej knajpce częstuje naleweczką i uśmiecha się radośnie,
Rośliny na balkonie otulają podczas niedzielnej porannej kawy,
A kot śpi z taką ufnością, pomrukując kocim snem, że wszystko staje sie bezpieczne i "swoje".

Ale z wakacji i tak się cieszę, choć jakbym miała posiedziać kilka dni zwinięta w kulkę i cieszyć się spokojem i domem też byłoby słodko, a tymczasem lubelszczyzna wzywa :-).
 

skomentuj (0)

wiosna 2008-05-20 12:31:22

darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków

skomentuj (0)

Księga Gości
Bardzo ważne strony dla mnie
Połączeni Pasją Warto pomóc! Proszę pomóżcie! :-)

damskie spojrzenie subiektywne
alicja czytam regularnie

odwiedzam
genuine
stoliczne czyli Worst powrócił

mężczyzna to brzmi dumnie
Yours powróciłam do czytania z radością
exsilentio już jak stary przyjaciel :-)
oczami-frajera jeszcze nie wiem dlaczego
slowa-w-przestrzen.blog.pl czytam jak mi źle
qu pachnie kawą :-)